Józef Kazimierz Kossakowski, biskup inflancki

Józef Kazimierz Kossakowski, biskup inflancki

 

 

Biskup Kossakowski z Janowa był bratem Michała, wojewody witebskiego, który dał początek linii wojtkuskiej. Był także jednym z dwóch Kossakowskich, którzy w dniach rozbiorów Rzeczypospolitej przystąpili do stronnictwa rosyjskiego, podporządkowując Litwę interesom cesarzowej Katarzyny II. Aktywny w polityce – w młodości z narażeniem majątku i życia był uczestnikiem konfederacji barskiej, później jako sygnatariusz Konstytucji 3 Maja, będąc jej wielkim przeciwnikiem, stanął na czele Targowiczan, do czego namówił także swego brata Szymona, przyszłego Hetman Wielkiego Litewskiego. Jego podpis widnieje pod dokumentem cesji ziem zrabowanych w II rozbiorze na rzecz Rosji, jednak słynna czerwona teka, w której znajdowały się inne dokumenty skrupulatnie przez Kossakowskiego gromadzone w miesiącach tak ogromnej aktywności politycznej, została spalona przez sekretarza marionetkowego Sądu Kryminalnego Rady Zastępczej Tymczasowej, który skazał biskupa Kossakowskiego na śmierć przez powieszenie. W ciągu zaledwie kilku godzin, biskup zawisł na warszawskiej latarnii na placu przed Kościołem Ojców Bernardynów.

A jednak świadczą jemu współcześni, iż cechowała biskupa Kossakowskiego bogobojność, miłość bliźniego, szlachetność i wrodzona dobroć. Mówiono i pisano o nim, że zawsze chętnie dzielił się majątkiem, że wprowadził język migowy, by wspomóc niedolę głuchoniemych, co pamiętają mu z wdziecznością do dzisiaj. Pisał pełne zdrowych uwag i zacnych myśli utwory literackie. Dopiero polityka, ten odwieczny narkotyk słabych umysłów wpędził biskupa Kossakowskiego w jawne sprzeczności, cechujące całą tę pogmatwaną epokę upadku Rzeczypospolitej. Nie bez racji upatrywał biskup ogromne zagrożenie ze strony Austrii i Prus, jednak ratunek spodziewany przez niego z Rosji nigdy nie nadszedł. Zamiast niego przyszła zas z Petersburga zdrada i niezgoda pośród fanatycznych teoretyków republikanizmu szlacheckiego i patriotów litewskich, którzy chcieli za wszelką cenę ratować obraz przemijającego świata Rzeczpospolitej Obojga Narodów.

Wiadomo z wielu historycznych źródeł, że sąd nad biskupem odbywał się w atmosferze niemal jakobińskiego szału. Jak pisze Franciszek Karpiński w swoich pamiętnikach „izba sądowa natkana była tłumem ludu. Ile rąk, tyle pałaszy wisiało nad głową sędziów, a cały ratusz przepełniony był mnóstwem uzbrojonego pospólstwa. Kiedy biskupa wieziono na śmierć, zaklinał na Boga prowadzącego go wartę, aby mu pozwolono wejść do kościoła blisko będącego, aby się przed śmiercią Bogu jeszcze pomodlił, ale i to było mu odmówionem“.

Dopiero przyjazd Tadeusza Kościuszki położył kres krwawemu festiwalowi śmierci w Warszawie.

Ciało biskupa inflanckiego wydobyte ze wspólnego grobu, w grudniu 1794 roku przez jednego z członków rodziny i przewiezione do Janowa, gdzie spoczywa do dziś obok ciała brata, hetmana litewskiego, Szymona.

 

Aktualności